Dlaczego Skoczów tak się nazywa?

Teorie, jak to bywa, są dwie: bajkowa i, ekhm, naukowa. Oceńcie je sami:

Księżniczka Wanda wiedziała już, jaki czeka ją los i znała jest jedyny sposób, by go uniknąć.

Kraków nie wydawał się jednak dobrym miejscem: Wanda wyobrażała sobie miejską gawiedź nad jej zimnym ciałem, smog, obojętne mury krypty. Szkoda było tam umierać.

Jej wzrok powędrował na południe. Gdzieś daleko widać było góry. Wieczorem zaufana służka zapłaciła woźnicy, a kiedy wszyscy spali, córka Kraka wyjechała w ostatnią podróż.

Kilka godzin w dół rzeki i krajobraz się zmienił, a ludzie mówili jakby inaczej. Księżniczka mogła liczyć na pewną anonimowość. Słońce stało wysoko, góry były bardzo blisko i bardzo zielone. Lepiej. Dużo lepiej.

Wanda stanęła nad Wisłą, wypaliła ostatniego cienkiego, mentolowego L&M, pod nosem zmówiła pacierz, zamknęła oczy… Plusk spłoszył miejscowe kaczki, a utopiec, który obserwował sytuację spod wierzby uśmiechnął się lekko: norma wyrobiona, fajrant. Zbierze tylko duszę do garnuszka, ustawi na kredensie, a przełożonemu w pracy nie wspomni, że głupia panna utopiła się sama.

Później jednak się wydało. Ktoś rozpoznał ciało, a osadę, koło której Wanda SKOCZYŁA do Wisły nazwano od całego zajścia SKOCZOWEM. Były pomysły na Niechciałaniemców (zaprotestowali miejscowi Niemcy) albo Topielców (zaprotestowali wszyscy oprócz utopców), no więc został sobie Skoczów.

Są tacy, którzy twierdzą, że było właśnie tak. Są tacy, którzy uważają się za mądrzejszych i opowiadają, że stary, pierwotny jeszcze-nie-Skoczów był gdzie indziej, na pagórku, i jak przeniesiono go niżej, to ludzie stwierdzili, że tam skoczył i bum, jest nazwa.

Czyli albo skoczyła Wanda, albo całe miasteczko.

No pomyślcie sami, co ma większy sens?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *